Czy w Chinach jedzą księżyc

Pochodzi z Lidzbarka Warmińskiego, 20 tys. miasta w województwie warmińsko-mazurskim, w którym znajduje się m.in.: gotycki zamek biskupów warmińskich z XIV w. Od ponad 4 lat mieszka w Szanghaju (Chiny) wraz z mężem i dwójką dzieci: Martynką (14 lat), Adasiem (10 lat) gdzie przyjechała w ramach kontraktu męża. Uczy się języka chińskiego, maluje, fotografuje i zachwyca chińską kulturą i sztuką każdego dnia coraz bardziej. To ona zawsze tonuje burzliwe dyskusje na temat chińskich zachowań nie do końca rozumianych przez przyjezdnych.  Z wielkim zapałem odkrywa nowe miejsca i jest „środowym przewodnikiem” po zakątkach Szanghaju dla grupy polskich ekspatek. 

 

- Magdalena Krzyzanowska-Celmer (MKC): Kolejne wyjście do muzeum tym, razem „Muzeum Propagandy” – świetny pomysł, który wszystkim się spodobał. Ty wydajesz się wiedzieć wszystko na temat przedstawianych zdarzeń na wystawianych plakatach?

- Elżbieta Łatanik (EŁ): Nigdy szczególnie nie interesowałam się historią. Oczywiście uczyłam się historii w szkole jak każdego innego przedmiotu, ale nigdy nie zaliczyłabym historii do moich ulubionych przedmiotów. Tak naprawdę zaczęłam interesować się historią po przyjedzie do Chin. Historia jest bardzo ważnym elementem w rozwoju tego kraju, a ja chciałam zrozumieć nie tylko jak jest ale dlaczego jest tak jak jest. Paradoksalnie, zainteresowanie historią Chin stało się przyczynkiem do zainteresowania się również historią Polski. Obecnie sporo czytam o polskich bohaterach jak np.: Marszałku Józefie Piłsudskim, obu wojnach światowych i przemianach w Polsce.

 

- MKC: Gdzie sięgnąć po historię Chin? Czy są jakieś książki i publikacje, których przeczytanie rekomendowałabyś przed przyjazdem do Chin?

- EŁ: Swoją lekturę na temat Chin zaczęłam od lżejszych książek takich jak: „w Chinach jedzą księżyc”. Tytuł książki nawiązuje do chińskich ciasteczek księżycowych, które wypiekane są na Święto Środka Jesieni. Polecam ją każdemu, kto właśnie przyjechał bądź wybiera się do Chin. Młode małżeństwo z trzyletnim dzieckiem przyjeżdża do Szanghaju z Niemiec w związku z kilkuletnim kontraktem męża. Książka, z humorem, opisuje codzienność ekspackiej rodziny, która dzielnie pokonuje wszelkie przeciwności losu, a następnie aklimatyzuje się w kraju środka. W konsekwencji autorka książki, Miriam Collee, twierdzi, że pokochała Szanghaj mimo dużej krytyki jaką prezentuje w swojej książce. Pamiętam swoje początki w Chinach. Pierwszy rok był szczególnie trudny. W chwili obecnej wielu zachowań, które irytują moich polskich gości, czy nowo przyjezdnych nie zauważam. Obecnie, po czterech latach pobytu w Szanghaju, sięgam do książek, z których mogę dowiedzieć się nie tylko jak jest (bo to już wiem), ale dlaczego tak jest? Odpowiedzią jest historia Chin, poszczególne fazy kształtowania się nowoczesnego kraju, który w tak zaskakującym dla całego świata tempie się obecnie rozwija. Szczególnie interesuje mnie okres upadku Cesarstwa i czasy przemian po roku 1949. Lektura “Cesarzowej Cixi” oraz “Dzikich Łabędzi. Trzy córy Chin” to wspaniała lekcja historii, którą polecam wszystkim zainteresowanym przemianami w Chinach.

 

- MKC: To trochę takie pytania, które jeszcze niedawno zadawaliśmy sobie w Polsce?

- EŁ: Zarówno w Polsce jak i w Chinach niechętnie wspomina się czasy agresji i represji. Historia tego kraju na pewno jest dla nas Polaków przystępniejsza i łatwiejsza do zrozumienia niż dla innych nacji, które nie przeżyły lat komunistycznego reżimu. Co zadziwiające jednak to poziom zaufania do mediów, rządu, biznesu i NGO (organizacji non-profit) zmierzony przez Edelman „Barometrem zaufania” w 2017 roku jest w Chinach jednym z najwyższych na całym świecie. Mimo globalnie panującego kryzysu zaufania na świecie, wskaźnik dla Chin wynosił w 2017 roku 67 punktów (vs 73 w 2016 roku) podczas gdy w Polsce przykładowo wynosił on 35 punktów.

 

- MKC: Poziom zaufania ma zapewne wpływ na zachowania ludzi w danym kraju. Mówi o otwartości i/lub hermetyczności na zewnętrzny świat, nowości i inność. Czy jednak w przypadku Chin, nie jest to również najzwyczajniej wychowanie i indywidualne wartości, w których wyrastał człowiek?

- EŁ: Chiny bardzo długo były samowystarczalnym Cesarstwem, dbającym o zachowanie własnych granic. Otwarcie na zewnętrzny świat poprzez handel rodziło zagrożenie ingerencji “obcych” w sprawy Chin, przed czym Chiny się broniły. Jednak Zachód z determinacją dążył do wymiany handlowej z Chinami, aby pozyskać porcelanę, jedwab i herbatę, a kiedy Cesarstwo chyliło się ku upadkowi, wykorzystał jego słabość, aby wbrew jego woli, zagościć tu na dobre, wymuszając siłą prawo pozostawania i zarządzania portami i większymi miastami w ramach tzw. koncesji. Lata 1841 - 1949 Chińczycy określają jako ponad 100 letni czas swojej słabości politycznej i gospodarczej, a dumni z obecnego rozwoju gospodarczego Chińczycy mówią nie inaczej jak o swoim powrocie na należne sobie miejsce w gospodarce Świata. Chiny nie są zamknięte na świat zewnętrzny, żyjąc w Szanghaju absolutnie nie odnoszę takiego wrażenia, wręcz przeciwnie. Zauważam jednak pewne różnice kulturowe, których korzeni można dopatrywać się w naukach Konfucjusza, dotyczące wychowania oraz relacji panujących w rodzinie. Jak za czasów Konfucjusza, tak i teraz rodzina nadal zajmuje czołowe miejsce w społeczeństwie. Konfucjusz uważał tradycyjną chińską rodzinę - składającą się z głowy rodu i hierarchicznie podporządkowanych mu potomków - za podstawę struktury idealnego państwa. Wciąż aktualna jest tendencja do podporządkowania się autorytetowi, którym z racji wieku i doświadczenia, są rodzice. Młode pokolenie bazuje na doświadczeniu pokoleń, aby uniknąć powielania ich błędów. Ale jak wszędzie bywają wyjątki. Jednostka niewiele tu znaczy, a Chińczycy znajdują oparcie w rodzinie, która wspiera, ale także oczekuje wsparcia. Rodzina zawsze miała ogromne znaczenie w tradycji chińskiej. Nieprzypadkowo największym chińskim świętem jest Chiński Nowy Rok, podczas którego Chińczycy spotykają się w rodzinnych domach, aby świętować pojednanie, a odwiedzając swoich krewnych, których nazywają siostrami i braćmi, życzą im zdrowia i dostatku oraz obdarowują dzieci tzw. hongbao, czyli “czerwonymi kopertami”. Syn czy córka, którzy nie odwiedziliby rodziców w tych dniach, są złymi dziećmi, dlatego miliony Chińczyków przemieszczają się, aby dotrzeć na czas do swych rodzinnych miejscowości, oddalonych często o setki kilometrów od ich obecnych miejsc zamieszkania, gdzie żyją i pracują. Dzieci liczą się ze zdaniem rodziców, szczególnie w Szanghaju córki liczą się ze zdaniem matki i są jej posłuszne, ponieważ matki czuwają nad dobrym zamążpójściem córki, a jak mi powiedziała pewna młoda Chinka, matka chce dla córki jak najlepiej.

- MKC: Chiny to duży i niezwykle zróżnicowany kraj? Te różnice wynikają zapewne z lokalizacji, wieku i wykształcenia? Trochę jak w każdym innym kraju?

- EŁ: Jestem daleka od generalizowania, szczególnie ma tematy dotyczące Chin, olbrzymiego kraju, gdzie realia wielkich miast są inne od oddalonych od nich prowincji, nie wspominając zupełnie o biednych, przygranicznych prowincjach na północno-wschodnich krańcach Państwa Środka, gdzie miejscowa ludność boryka się z problemem edukacji swoich dzieci. Młode pokolenie Chińczyków żyje w odmiennych warunkach, niż żyli ich rodzice i dziadkowie. Nie znają głodu, który doskwierał ich dziadkom i rodzicom. Młode pokolenie żyjące w dużych miastach, nazwałabym pokoleniem “szczęściarzy”, wiodących dostatnie życie w dynamicznie rozwijającym się kraju. Prowadzą konsumpcyjny tryb życia, nie szczędząc pieniędzy na dobra luksusowe. Są otwarci na wszelkie nowości techniki -samochody elektryczne, elektronika, telefony komórkowe, które ułatwiają codzienne życie. WeChat na szeroką skalę zagościł w życiu mieszkańców Chin, jako komunikator, forma płatności, narzędzie sprzedażowe, zakupy, wypożyczanie rowerów, parasoli - wszystko opiera się o WeChat i rewelacyjnie to funkcjonuje. Chińczycy są otwarci na rozwój zawodowy, dzięki którym mogą pomnażać dobra konsumpcyjne i dostatnio żyć. Nie zakładają pogorszenia się koniunktury, stąd konsumpcyjny tryb życia.

 

- MKC: Pojęcia „duży” i „mały” nabierają dodatkowego znaczenia w tak licznie zaludnionym kraju jak Chiny? Obecnie mieszka tutaj ponad 1,3 miliarda ludzi? Jak żyć w tak dużym „zatłoczeniu”?

- EŁ: Chiny to ogromny kraj, zróżnicowany pod względem krajobrazowym i kulturowym, z wyodrębnionymi językami regionalnymi, liczącym 56 grup etnicznych. Najliczniejszą grupą etniczną są Hanowie i stanowią 91% całej populacji Chin. Pozostałe 9% to mniejszości etniczne, wydawałoby się tylko 9%, ale kiedy odniesiemy je do całej populacji tego kraju, okazuje się, że to ponad 120 milionów ludzi, czyli 3 razy więcej niż populacji Polski. I tu od razu korygujemy pojęcia, co jest duże, a co małe. Kiedy rozmawiam z Chińczykiem, który opowiada o małym mieście, zawsze pytam o liczbę mieszkańców i odpowiedź nigdy nie jest mniejsza od 4 milionów. Mieszkając w Szanghaju, ponad 25 milionowym mieście, korzystasz z metra w godzinach szczytu i planujesz podróż lub podróżujesz w okresie Chińskiego Nowego Roku, zaczynasz rozumieć, co oznacza pojęcie “dużo ludzi”. Wbiegam na peron, pusty, bo jeszcze widzę odjeżdżający skład i 3 minuty później wsiadam z kolejnym tłumem. Plany wyjazdu do Harbinu w okresie Chińskiego Nowego Roku, gdzie chcieliśmy się wybrać pociągiem, spełzły na niczym, ponieważ bilety “rozeszły się” w niecałą godzinę od rozpoczęcia sprzedaży elektronicznej. Trzeba takich sytuacji doświadczyć, aby zrozumieć, że funkcjonowanie w tak ogromnej populacji musi wpływać na szereg zachowań społecznych. Tu należy płynąć z prądem, trzeba nauczyć się funkcjonowania w tłumie. To są Chiny. -

 

MKC: Język chiński nie jest Twoim jedynym obcym językiem, którego się uczysz lub uczyłaś?

- EŁ: Lubię uczyć się języków obcych. Chiński jest moim trzecim, poza niemieckim i angielskim, obcym językiem, którego uczę się bardzo intensywnie. Zaliczyłam już egzamin na poziomie HSK 2 (98%) i obecnie przygotowuję się do egzaminu na poziomie HSK 3. Języka chińskiego uczy się zupełnie inaczej niż każdego innego języka. Trudnością są nie tylko tony, ale również pisownia. Początkowo uczyłam się w grupie, w szkole językowej. Po trzech semestrach, grupa na tyle się zróżnicowała pod kątem poziomu znajomości języka, że postanowiłam rozpocząć lekcje indywidualne. Zaczęłam uczyć się języka chińskiego z powodów praktycznych, chciałam być niezależna i czuć się w tym kraju komfortowo. Teraz nie mam problemu z zamówieniem taksówki i porozmawianiem z taksówkarzem (co jest niezbędne, bo często nie znają drogi), w restauracji, czy sklepie. Chciałam być bliżej lokalnej społeczności, widzieć i słyszeć więcej niż udaje się to zwyczajnemu turyście, który odkrywa Chiny. To fantastyczne doświadczenie mieszkać w kulturowo odmiennym kraju i móc komunikować się z jego mieszkańcami w ich własnym języku. Jak to pięknie ujął Goethe: “Wie viele Sprachen du sprichst, sooftmal bist du Mensch” - “Iloma językami mówisz, tyle razy jesteś człowiekiem”

 

- MKC: Ty chyba lubisz te Chiny?

- EŁ: Lubię nasze życie w Chinach. Omijam frustratów i krytykantów, których jest sporo, w szczególności wśród nowo przyjezdnych. W Chinach, jak w każdym innym kraju, mieszkają ludzie bardziej i mniej kulturalni. To, co jest dla mnie jednak najważniejsze to bezpieczeństwo. Czuję się bezpieczna w kraju środka. Nigdy nie doświadczyłam żadnej agresji, a wieczorne wędrówki po mieście są wręcz przyjemnością. Niektórzy mylą agresję zzaciekawieniem. Wśród Chińczyków, głównie starszych, osoby spoza Chin nadal wzbudzają zainteresowanie, szczególnie dzieci. Chińczyk potrafi stanąć naprzeciwko dziecka i robić mu zdjęcia, bo jak mówią, są śliczne. Ostatnio dwie babcie posadziły na kolanach mojego syna swojego wnuczka do wspólnego zdjęcia. Nie ma to jednak nic wspólnego z agresją i natarczywością. Lubię chińskie masaże, a moim ulubionym jest olejkowy masażstop. Lubię chińską kuchnię, mam swoje ulubione potrawy, ale próbuję niemal wszystkiego. Uwielbiam sklepy z herbatą, jej tradycyjne parzenie i degustację. Potrafię rozpoznawać po smaku rodzaje herbat, a nawet udaje mi się odróżnić po smaku herbatę drogą od taniej. Herbata to część historii i kultury Chin, osobom zainteresowanym zgłębieniem tematu herbaty, jej rodzajów, historii i procesie powstawania różnorodnych gatunków herbat polecam książkę autorstwa Liu Tong “Chinese tea”.Podróżujemy po Chinach, staramy się czerpać jak najwięcej z naszego pobytu w Państwie Środka.

 

- MKC: Czy uczestniczyłaś w jakiś lokalnych obrzędach, świętach czy ceremoniach? Chińczycy lubią chyba świętować?

- EŁ: Mamy to szczęście, że uczestniczymy w życiu naszych Chińskich znajomych. Mieliśmy okazję świętować Chiński Nowy Rok z naszym przyjacielem i jego rodziną. Otrzymaliśmy także zaproszeni na ślub asystentki mojego męża, z którego oczywiście z radością skorzystaliśmy. Ceremonia odbyła się w przepięknym miejscu, w restauracji otoczonej pięknym ogrodem. Ceremonię prowadził wodzirej. Pan młody publicznie wyznał miłość pannie młodej, ona uczyniła to samo, szlochając ze wzruszenia. Goście siedzieli przy okrągłych stołach w zdefiniowanym wcześniej porządku. W uroczystości tego typu uczestniczą osoby, które para młoda dobrze zna i utrzymuje z nimi kontakt. Podczas za siadanego obiadu para młoda podchodzi do kolejnych stolików w celu porozmawiania z każdym gościem. W dobrym tonie jest również wypalić z parą młodą papierosa i wypić kieliszek mocnej wódki. To też okazja do złożenia życzeń i wręczenia „czerwonej koperty”. Podarunków raczej się nie wręcza na uroczystościach zaślubin. Całe przyjęcie skończyło się około godz. 21:00. Podczas uroczystości panna młoda wielokrotnie się przebiera w kosztowne, tradycyjne stroje. Panna młoda rozpoczyna rozpoczyna ceremonię ubrana w białą suknię z welonem. W kolorystyce ślubnej dominuje następnie kolor złota – carski kolor – oraz czerwony, który symbolizuje szczęście i odstrasza zło. Niby znana ceremonia, ale w swoich niuansach jednak zupełnie inna niż ta w stylu europejskim.

 

- MKC: Wypowiadasz się na temat Chin wyłącznie w tzw. superlatywach. Czy jest jednak coś co Ciebie męczy? Denerwuje? Co może zmieniłabyś gdybyś miała taką moc?

- EŁ: Absolutnie niczego bym nie zmieniała, ponieważ jestem w tym kraju gościem, a gość nie wchodzi do domu gospodarza i nie przestawia mu mebli. Przyglądam się życiu w Chinach, zmianom, które tu następują i cieszę się, że mogę doświadczać tylu ciekawych rzeczy, jak wspomniane wcześniej tradycyjne parzenie herbaty i jej degustacja, masaże, chińska kuchnia, taniec smoka podczas świętowania Chińskiego Nowego Roku i rozmowy z ludźmi, którzy wywodzą się z innej kultury i w wielu kwestiach myślą inaczej. Ale oczywiście są rzeczy, które mnie denerwują czasami, szczególnie kiedy z różnych powodów nastrój mi się pogarsza… Wszechogarniający zgiełk i tłumy ludzi, które przemieszczają się jak lemingi, mijający się w tłumie ludzie wydają się siebie nawzajem nie widzieć. Kraj, który liczy około półtora miliarda ludzi rządzi się swoimi prawami. W metrze, czy innych środkach lokomocji nie zawsze można liczyć na to, że wychodzący z pociągu mają pierwszeństwo, a matki z dziećmi i osoby starsze zawsze znajdą miejsce siedzące. Dzień, pod tym względem, właściwie nie różni się od kolejnego dnia. W Polsce weekend, a w szczególności niedziela, jest takim czasem wyciszenia. Na ulicach jest mniejszy ruch, jeździ mniej samochodów, w dużych miastach nie ma korków, niektórzy idą do kościoła, inni spędzają czasz z rodziną w domu. Tutaj nie ma znaczenia czy jest poniedziałek czy niedziela. Jest nieustający ruch, a hydraulik chętnie przyjdzie odkorkować toaletę w niedzielę. Można się tym zmęczyć, wtedy powrót do domu przynosi ulgę, a czasem z powodu tłumów wolę zrezygnować z wyjścia w wolny od pracy, słoneczny dzień.

 

- MKC: Czy są jakieś miejsca w Szanghaju, które lubisz szczególnie i których będzie Tobie brakowało? Wiem, że już niedługo wyjeżdżasz na kolejne 3 lata do Chengdu

- EŁ: Szanghaj jest wielokulturowym, nowoczesnym miastem, z największą na świecie, fantastycznie funkcjonującą siecią metra i dogodnymi połączeniami autobusowymi. Poruszanie się po mieście nie stanowi żadnego problemu i tego będzie mi trochę brakowało, przynajmniej na początku, ponieważ sieć metra w Chengdu jest obecnie w stadium rozbudowy. Mam swoje ulubione miejsce w Szanghaju, jest nim Jing’an Park z sąsiadującą Świątynią. Lubię tam spacerować, przysiąść na kawę, przyglądać się przechodniom… Jest klimat. I sentyment, ponieważ to okolica, w której mieszkam. Na pewno będzie pierwszym miejscem, jakie odwiedzę, kiedy ponownie przyjadę z Chengdu do Szanghaju, już jako gość. Myślę, że brakowało będzie mi ludzi, których tu spotkałam, otwartych, pomocnych. Niektórzy z nich wyjechali już wcześniej, niektórzy pożegnają mnie, ale zawsze będą to przyjaciele z Szanghaju, dzięki którym pobyt tu jest przyjemnością i wielką przygodą.

 

- MKC: Elu, dziękuję bardzo za ciekawą rozmowę i do zobaczenia w Chengdu!

Share on Facebook
Share on Twitter
Please reload

Wyróżnione posty

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Archiwum
Please reload

Wyszukaj wg tagów
Please reload

Podążaj za nami
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square

© 2018 by Ducopoint Consulting. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now